Wyznanie człowieka, który trafił do więzienia, bo był tym który posiadał wszelkie zdolności by czynić zło.To zło doprowadziło mnie do więzienia na długie lata. Co siałem w życiu to i zbieram, są to plony mojego, życia.
Byłem człowiekiem, który nie znał Boga, a szczerze mówiąc byłem typowym ateistą, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Moim Bogiem były pieniądze.
Miałem rodzinę i można by powiedzieć: "co więcej trzeba do szczęścia? "Miałem żonę,córkę i co z tego, powinno być pięknie ale jak miało być gdy w sercu nie było miłości Boga, a Bóg jest miłością!
Drogi naszego małżeństwa rozeszły się i doskonale rozumiem moją malżonkę.
Z tatą byłem skłócony, bo to ja byłem mądrzejszy, lecz teraz wiem, że mądrzejszy ale w swojej głupocie.
Dzisiaj dzięki łasce Bożej żyję. To Bóg sprawił, że pojednałem się z tatą. P,rzebaczył mi to wszystko co mu źle uczyniłem. Odwiedzał mnie w więzieniu, teraz już nie, bo zmarł. Staliśmy się prawdziwymi przyjaciółmi. Nawiązała się między nami prawdziwa więź, jak ojca z synem a to wszystko sprawił Bóg, który kocha każdego człowieka.
W moim życiu brakowało Boga, Bożego pokoju, Bożej miłości, braku zrozumienia innnych. Byłem pustym człowiekiem. Miałem imię, a byłem martwy, martwy duchowo. Dzisiaj, dzięki łasce Bożej, żyję. Mam imię, nie jestem martwym człowiekiem.
W więzieniu poznałem Boga a poznałem Go przychodząc na spotkania chrześcijańskie, prowadzone przez Kościół Zielonoświątkowy.
Przychodząc pierwszy raz, wszystko co usłyszałem było mi obce. Praktycznie nic nie rozumiałem. Przychodziłem, słuchałem i tak powoli rodziła się we mnie wiara.
Ta wiara sprawiła, że uwierzyłem w istnienie Boga a na dzień dzisiejszy uwierzyłem Bogu. Podczas jednego ze spotkań padło pytanie, czy chciałbym przyjąć Jezusa Chrystusa do swojego serca, czy chciałbym aby odtąd Jezus Chrystus był Panem mojego życia. Odpowiedziałem - tak.
Coraz częściej modliłem się , zwracałem się do Boga. Bóg przyjął mnie, to on podał mi ręke a ja swojej nie schowałem, lecz skierowałem w stronę Boga.
Bóg wlał w moje serce miłość do drugiego człowieka. Żywy Bóg, żywy Jezus Chrystus, nauczył mnie przebaczać.
W miejscu, gdzie powinno być przebaczenie była nienawiść, zło które pociągało jeszcze większe zło. Mogę z całą stanowczością powiedzieć, że życie moje było całkowitą pustką pozbawioną podstawowych elementów życia.
Nie słuchałem rad mamy, taty, ale słuchałem co podpowiadał mi świat pełen zła a o Bogu nie myślałem, bo jak mogłem myśleć skoro w ogóle nie wierzyłem w Jego istnienie a tym bardziej nie myślałem o radach jakie podpowiada Bóg każdemu człowiekowi. Poprostu nawet nie wiedziałem, że Bóg może coś takiego czynić.
Gdy uwierzyłem to dopiero o tym się dowiedziałem. Uwierzyłem, że Bóg nie chce aby człowiek zginął.
Przytoczę słowa z Biblii a są to słowa pochodzące od samego Boga;
"Nie chcieli mojej rady, gardzili każdym moim ostrzeżeniem
dlatego muszą spożywać owoc swojego postępowania i sycić się swoimi radami"
/Przp. Salomona 1,30-31/
Moje własne rady zaprowadziły mnie do więzienia. Chociaż przebywam w więzieniu, wiem że żyję! Teraz wiem co to jest życie - wolne życie. Stałem się wolnym człowiekiem dzięki Jezusowi Chrystusowi, który powiedział ;
"Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwi wolnymi będziecie"
/Ew. Jana 8, 36 /
Powierzyłem swoje życie Jezusowi Chrystusowi, a zarazem stałem się nowym człowiekiem - nowym stworzeniem.
" Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem,
stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe"
/ 2 List do Koryntian 5 , 17 /
Tak moje życie zaczęło się na nowo, wolne od pożądliwości tego świata i chwała za to wyłącznie Bogu, który kocha każdego człowieka bez względu na to co uczynił i jakim był.Teraz dzięki nowemu życiu cokolwiek wykonuję i jaka to by była praca, to staram się ją wykonywać jak dla Boga. Tak staram się czynić, gdyż Bóg stał się moim życiem i dlatego ja tak bezwzględnie czynię.
''Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie ludzi''
/List do Kolosan 3, 23 /
Będąc nowym stworzeniem nie mogę już innaczej czynić.
Bóg uwolnił mnie, prawdziwie jestem wolny od pożądliwości, chciwości i dał mądrość w odróżnianiu dobra od zła. Bóg w swej miłości odciągnął mnie od tego, co świat oferuje w telewizji przesiąkniętej do szpiku kości złem.
Nie muszę wpatrywać sie w telewizję i nie nudzić się, bo Bóg nie pozwoli aby człowiek nudził się z Bogiem, wręcz jest to nierealne i ja tego doświadczam na codzień, to jest właśnie moje życie, mam społeczność- relacje z żywym Bogiem! Alleluja!
Codziennie czytam Słowo Boże, karmię się nim, ono stało się moim życiem.
''Niech nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy,
aby ściśle czynić wszystko co w niej jest napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się powodziło''
/Księga Jozuego 1, 8 /
Rozmyślam o słowie Bożym, staram się nim kierować, ona mi pokazuje jak żyć, jak odnosić się do innych ludzi. Chcę aby mnie szanowano i ja muszę drugą osobę szanować. Kiedyś było innaczej, a dlatego, że byłem zepsutym człowiekiem, pozbawionym uczuć. W biblii pisze, że kto chce być zadowolony z życia musi odwrócić się od zła.
Ja odwróciłem się od zła, ale to uczynił Bóg we mnie, bo ja powierzyłem swoje życie Bogu i uwierzyłem Bogu. Przebywam w zakładzie karnym i powiem szczerze, że można czytać Słowo Boże w takim miejscu, można nim się karmić i żyć Nim na codzień.
Miłuję Boga i Bóg sprawia, że pomimo pobytu w tych murach oddzielających od świata zewnętrznego mam uśmiech na twarzy, serce się rozwesela, a oczywiście i też smutek się pojawia, ale jest to smutek chwilowy.
'' Jako zasmuceni, ale zawsze weseli, jako ubodzy, jednak wielu ubogający, jako nic nie mający, jednak wszystko posiadający"
/ 2 List do Koryntian 6, 10 /
W Chrystusie wszystko posiada się i to jest piękne!
"Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują"
/ List do Rzymian 8, 28 /
Są to dla mnie prawdziwe słowa i ja tym słowom wierzę, nic nie poddaję wątpliwości. Słuchałem i otrzymałem wiarę i tak jak pisze w bibli :
"Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe"
/ List do Rzymian 10, 17 /
Przytoczyłem te słowa, bo ja doświadczam tego, że tak jest. Napisałem to wszystko na świadectwo moje, że powierzyłem swoje życie Panu Bogu, bezgranicznie ufając całym sercem.
Jest to świadectwo, co Bóg czyni w zakładach karnych z grzesznym życiem takich ludzi jak ja. Dla mnie życiem stał się Jezus Chrystus i Jemu niechaj będzie chwała!
Alleluja! Alleluja!
Krzysztof Morawski
Lat 43
Moje Świadectwo!
Przekroczyłam już 50 rok życia i stale szukałam miłości. Nie czułam jej w domu rodzinnym, po prostu moi rodzice nie umieli jej okazywać i stąd wzięło się wiele problemów w moim życiu. W dzieciństwie byłam niedowartościowywana. Stale słyszałam, że wszystko co robię to źle, i mimo, że się starałam, to nie widziałam żadnej akceptacji, tylko, że nic nie umiem. Wyrosłam w poczuciu niskiej wartości. Do kościoła katolickiego chodziłam, bo rodzice tego oczekiwali, no i co ludzie powiedzą?. W domu rodzinnym nigdy nie czułam obecności głębokiej wiary i Boga. Stale awantury, alkohol u ojca i przemoc fizyczna. Jako dziecko bałam się rodzonego ojca, jak to możliwe? Żeby dziecko bało się ojca! A jednak tak było, jak mnie bili wojskowym pasem, to nie potrafiłam wstrzymać moczu. Komunia mojego brata odbywała się gdzieś dalej od miejsca zamieszkania, żeby przełożeni taty nie dowiedzieli się o tym, bo miałby kłopoty w pracy w wojsku. Jako dziecko bardzo to przeżywałam i zadawałam sobie pytanie, dlaczego trzeba ukrywać swoją wiarę. Jak weszłam w dorosłe życie, które było bardzo zawiłe i poplątane przez nieudane związki, zupełnie przestałam chodzić do kościoła, bo żyłam w tak zwanym grzechu tzn., miałam tylko ślub cywilny. Stale wzrastało u mnie poczucie braku miłości, brakowało mi, szczególnie jako kobiecie poczucie braku bezpieczeństwa i czułości. Szukałam tego wśród ludzi, lecz wszyscy mnie zawodzili. Mężczyźni których kochałam, porzucali mnie, rodzina się mnie wyrzekła, walka o sprawy materialne tu na ziemi skłóciła całą moją rodzinę. Stałam się odludkiem, zdziczałam do tego stopnia, że już nie widziałam sensu życia, a do tego popadłam w głęboką, dla mnie straszną depresję, nachodziły mnie myśli samobójcze, izolowałam się od wszystkich i wszystkiego , co działo się wokół mnie. Stałam się nieporadna życiowo, niezdolna do jakichkolwiek decyzji, nie potrafiłam zrobić nawet dla siebie nic dobrego. Do tej pory poświęcałam całe swoje życie tylko dzieciom i mężowi. Och! A moje marzenia i potrzeby? w ogóle nie liczyły się. Żyłam dla innych. Kiedyś bym powiedziała, że przypadek albo dobry los, ale pisząc dzisiaj to świadectwo, to wiem na pewno, że Bóg tak chciał. A to było tak . Mój dawny znajomy z lat młodości, nie widzieliśmy się ponad 35 lat, odnalazł mnie na naszej klasie i zaprosił mnie do grona swoich znajomych. Uderzyło mnie jedno zdjęcie, gdzie zobaczyłam mężczyznę grubo ponad pięćdziesiątkę wprost emanującego radością i spokojem, szczęśliwego. Ale zanim takim się stał, opowiedział mi, że przeżył tak jak ja swoje życie w bólu i ogromnych problemach, aż do prób samobójstwa włącznie, lecz do czasu. Okazało się, że kilkanaście lat wstecz, jak on to powiedział powierzył swoje życie Jezusowi Chrystusowi. Pisał mi o tym jaki jest wolny i szczęśliwy, że Bóg mu wybaczył wszystkie grzechy i jak ciągle się uczy żyć w zgodzie z Bożą wolą i w Bożej łasce., Aż mu tego zazdrościłam. Rozbudził we mnie pragnienie poznania Boga, przesłał mi kilka biblijnych tekstów, zachęcał mnie do powierzenia swojego życia Panu Bogu, zapewniał mnie, że Pan Bóg mnie kocha taką jaką jestem. I powiem szczerze, nie mogłam w to uwierzyć, ale mój znajomy poszukał w Internecie i podał mi adres Zboru Kościoła Zielonoświątkowego w Gdyni, gdzie mogę w niedzielę pojechać i poznać ludzi, którzy spotykają się po to by wielbić Pana Boga. Od tej pory wszystko zmieniło się w moim życiu. Ci ludzie stali mi się tak bliscy, że mogę teraz powiedzieć, że są moją duchową rodziną, mam tyle sióstr i braci, a łączy nas wiara i miłość, i wdzięczność do Pana Jezusa Chrystusa . A nade wszystko poznałam Boga, otworzyłam swoje serce dla Niego. Wiem, że Bóg bardzo mnie kocha. Zamieszkał w moim sercu i w moim domu, teraz dopiero zrozumiałam, że jest to miłość prawdziwa Boga do człowieka, nawet tak grzesznego jak ja, miłość Boża, która nigdy nie zawiedzie, bo Pan jest miłosierny i kochający mnie. Pomaga mi w codziennym życiu bo wiem, że mi towarzyszy każdego dnia i jest mi z tym bardzo dobrze, jestem teraz spokojna, o nic się nie lękam, bo mój Bóg, mój Tato czuwa. Dociera do mnie poprzez sny, ostatnio śniło mi się, że mogłam opowiadać o Bogu mojemu mężowi, z którym jestem w separacji. Wierzę, że jest to sen proroczy. Za każdym razem, jak Bóg dotyka mojego serca, jest mi tak cudownie a poprzez moje łzy wylewa się wszystko, co mnie boli w moim wnętrzu, w moim sercu, czuje się potem, taka wolna i szczęśliwa. Każdy dzień rozpoczynam radośnie, bo rozmawiam sobie z Panem Bogiem, jak z Kimś, kto jest najbliższy memu sercu. Każdego dnia napełnia się moje serce jego miłością, otworzyłam się na ludzi, pomagam innym i sąsiadom, i mam teraz wielką radość życia. Kochani! naprawdę tak nie wiele trzeba, aby i Wasze życie miało sens i radość- wystarczy, właśnie wystarczy zawołać do Boga, wystarczy tylko otworzyć swoje serce dla Boga, gdyż On bezustannie szuka każdego człowieka. On kocha wszystkich ludzi. I Ciebie i mnie. Ja dokonałam wyboru, jestem Bożym dzieckiem, a Bóg moim Ojcem w Niebie. A Ty, jakiego dokonasz wyboru. Błogosławię każdą osobę, która czyta to świadectwo, o Bożej miłości i jak mnie zmienił w Imieniu mojego Zbawiciela i Pana Jezusa Chrystusa. Barbara Bizewska-Sasowska. 17.02.2009 rok
Pochodzę z Zielonej Góry. Mieszkałem tu przez 17 lat, na ul. Moniuszki, około 100 m od budynku Kościoła Zielonoświątkowego. Gdy byłem dzieckiem wielokrotnie słyszałem komentarze pod adresem osób uczęszczających do tego kościoła. Ale to, co ludzie mówili było kłamstwem. Dziś to wiem. Nazywaliśmy ich "kocią wiarą". Tak wpoili nam sąsiedzi. Ludzie przestrzegali nas przed tym, że tam morduje się koty. Śmialiśmy się z osób uczęszczających do tego Kościoła i z tych kotów. Nikt z nas jednak nie znał prawdy.
To, co będę pisał jest trudną rzeczą. Te kamienie, które trafiały w okna Kościoła, to my i nasza obsesja pchana przez nieświadomość prawdy. Pewnego dnia jakiś człowiek zaprosił nas do środka byśmy zobaczyli jak tam jest. Odbywało się akurat nabożeństwo, pamiętam je do dziś, a szczególnie modlitwę, w której zachowywałem się śmiesznie i wulgarnie. Ale po spotkaniu stało się coś niesamowitego. Miałem wtedy ze 13 lat, a moi koledzy do 17. Było nas 5 chłopców. Poszliśmy do pokoju obok i tam jacyś mężczyźni zaczęli modlić się o nas z nałożeniem rąk. Co dziwne zaczęli prorokować znając myśli moich kolegów. Kiedy koledzy to usłyszeli, przestraszyli się. To było ostanie spotkanie w tym kościele. Pewnie jeszcze nie raz podnosiliśmy rękę na ten budynek.
To co stało się z życiem moim i moich kolegów, to istna tragedia. Wszyscy wylądowaliśmy uzależnieni od narkotyków (heroiny) i staliśmy się złodziejami. Przez 8 lat używałem życia myśląc, że jest dobrze. Wiedziałem, że to nie zabawa, bo byłem zniewolony prze jakiś diabelski proszek, który pochłonął całe moje życie. Na tym poprzestanę. Można się domyśleć, jakie życie podczas brania daje diabeł. Takie ładne pudełeczko, a w środku robactwo i zaraza nie do ominięcia. Już mnie miał na zawsze i jak mi się wydawało próbował mnie zgładzić, potępić i zniszczyć wszystko, co miałem. Ale to Bogu, Panu Jezusowi, upodobało się wyrwać mnie ze szponów złego. Ja nawet nie chciałem spotkać Pana, bo tak naprawdę nigdy o Nim nie słyszałem. To Jezus wielokrotnie ratował mi życie. Dopiero dziś o tym wiem. On jest cudowny.
W końcu podjąłem pierwszą próbę leczenia w jakimś tam ośrodku odwykowym. Tam spędziłem 8,5 miesiąca. Zmieniłem się, ale fizycznie serce nadal było zimne i puste. Tam spotkałem człowieka, który mówił o Bogu, ale bardzo go nie lubiłem, jak bardzo. Któregoś razu powiedział mi o ośrodku w Toruniu. Chwała Bogu, że On już wtedy działał, aby mi pomóc. Po powrocie znowu zacząłem "brać". Jedno było pewne, stałem się gorszy niż wcześniej. I tak po 3 miesiącach chciałem uciec jednak było w tym coś cudownego, że jedna strona ciągnęła mnie do ośrodka, a zła za granicę do Holandii, zarabiać "kasę". W mojej głowie zrodziły się myśli, że nie ma Boga, ze Biblia to stek kłamstw itp.
Pewnego dnia okazało się, że mogę szybko trafić do ośrodka w Toruniu. To był cud. Kiedy mijał 18 dzień mojego pobytu w ośrodku, przyjechała grupa ewangelizacyjna z Holandii. Dzielili się z nami świadectwem. Bogu niech będą dzięki za ten wieczór i resztę wydarzeń. Wszyscy przyjęli Chrystusa jako Zbawiciela, płakali. Ja nic nie przeżyłem i nic mnie nie dotykało. Wyznałem grzechy i płakałem, ale wyłącznie dlatego, że inni też płakali. Było mi wstyd, ze mam takie twarde serce. Ja pragnąłem płakać z serca, ale nie mogłem. Tego wieczoru zacząłem się modlić. Miałem mało wiedzy o Jezusie, ale On zamieszkał w moim sercu i dał mi miłość tę doskonałą. Nikt nie mógł wpłynąć na zmianę mojego życia. Żaden człowiek nie był w stanie mi pomóc. Zrobił to sam Pan Jezus i chwała Mu za to. I tak cud za cudem Pan sprawiał w moim życiu. Jezus zmienił moje serce i nigdy w życiu nie oddałbym tej nadziei.
Dziś pracuję w służbie z uzależnionymi. Mam kochany kościół. Jezus zmienił całkowicie moje życie. Przestałem przeklinać, brać narkotyki, pić alkohol, uprawiać "wolny" seks. Pan dotarł do mojego wnętrza przemieniając je. Jego cudowna miłość rozlała się we mnie. Dziś wiem, że żaden człowiek i żadna terapia nie jest wstanie zmienić serca, tylko ta cudowna miłość.
Jak Jezus mnie prowadzi? Jak każde dziecko uczy mnie posłuszeństwa. Jezus pozwolił mi kochać ludzi, pozwolił mi kochać samego siebie. Jest to cudownym gestem miłości bożej w naszym kierunku. Mówię o śmierci Jezusa za nasze grzechy. Ja doznałem odpuszczenia grzechów i dostałem nowe życie, nowe myśli i nowe serce. Wszystko było procesem, ale niech będzie chwała Bogu za wolność, jakiej doświadczyłem. Pan umieścił mnie w małym kościółki i tam wzrastam w poznaniu Pana. Szczególnej funkcji nie mam. Prowadzę służbę wśród uzależnionych, głosząc im ewangelię. Zabieram ich do domu i opiekuję się nimi. Jest to trudne zajęcie, ale uczę się tego, bo wiem, że Pan chce mnie używać w tym kierunku. Już nie jestem egoistą tak jak kiedyś. Jezus pozwala mi troszczyć się o innych. Lubię spędzać czas z Panem w modlitwie i przy Piśmie Świętym, i to też jest cud. Moim szczęściem jest być blisko Boga i w tym kierunku zmierzać. Często dziękowałem Bogu za uzdrowienie mówiąc: "Panie dziękuję, że mnie uzdrowiłeś. Powracam, jak ten jeden z dziesięciu uzdrowionych trędowatych. Dziękuję." Cudownie jest żyć z Jezusem. Kocham Go i pragnę zmierzać do Jego bram. Amen.
Zbyszek
Moją historię spotkania z Bogiem rozpocznę od wyjaśnienia imienia, które zostało mi nadane. Imię Jan jest greckim odpowiednikiem hebrajskiego Jahwe jest łaskawy. I rzeczywiście, kiedy spoglądam wstecz i przypatruję się teraźniejszym wydarzeniom mojego życia, czy rozmyślam nad tym, co może mnie jeszcze czekać, mam silne przekonanie, że wszystko dzieje się dzięki Bożej łasce. Jako człowiek często muszę wzdychać "nędzny ja człowiek...", lecz również mogę wyznać "Ale dzięki Bożej łasce jestem tym, czym jestem".
Urodziłem się na Śląsku w tradycyjnej górniczej rodzinie, gdzie było nas pięcioro dzieci. Moi rodzice poprzez wychowanie starali się przekazać mi takie wartości jak miłość do bliźnich, wrażliwość na ich potrzeby, szacunek do pracy, bojaźń Bożą. Śmiało mogę stwierdzić, że wychowany zostałem w wierze nieobłudnej, chociaż praktykowaliśmy ją w kościele rzymskokatolickim. Jako dziecko, kiedy byłem chory i nie mogłem pójść na niedzielną mszę, słuchałem taśmy magnetofonowej, na której były nagrane pieśni i kazania. Taśmę otrzymał mój najstarszy brat od protestanckiego pastora, z którym nawiązał kontakt poprzez audycję radiową "Głos Ewangelii". Pamiętam do dziś słowa pieśni "Czyś słyszał, że Kościół jest żywy", "Módl się bracie z poranku" czy fragmenty Pisma Świętego o uzdrowieniu sparaliżowanego, przypowieść o zaginionej owcy czy podobieństwo o dziesięciu pannach, która napawała mnie bojaźnią. Nie chciałem należeć do tych panien, które nie weszły na wesele z Oblubieńcem.
Zawsze miałem wrażliwe sumienie, każdy grzech mnie obciążał. Jako nastolatek prowadziłem aktywne życie religijne. Uczestniczyłem w spotkaniach ruchu oazowego, chodziłem na pielgrzymki, starałem się być jak najczęściej na mszy. W tym czasie zaczęły się moje kilkuletnie zmagania związane z okresem dojrzewania. W ciągu miesiąca chodziłem po kilka razy do spowiedzi, tak bardzo chciałem żyć bez grzechu, a nie potrafiłem. Byłem jak człowiek, który "nie czyni dobrego, którego chce tylko zło, którego nie chce". Coraz częściej myślałem o śmierci, wiedząc, iż "śmierć jest zyskiem" - wówczas tak to interpretowałem. W lutym 1987 r. poprosiłem mojego najstarszego brata, by zabrał mnie ze sobą do zboru zielonoświątkowego. Byłem wtedy jego największym przeciwnikiem w rodzinie, nie mogłem pogodzić się z tym, że chodzi do innego Kościoła. A jednak poszedłem tam. Podczas nabożeństwa wyszedłem na środek prosząc o modlitwę. W czwartek na spotkaniu młodzieżowym w tymże zborze oddałem swoje życie Panu Jezusowi. Przyjąłem uwolnienie a moje życie uległo radykalnej zmianie. Po trzech miesiącach zostałem ochrzczony w Duchu Świętym. Teraz wiem, że bez Boga nic nie mogę uczynić. Tylko jeśli będę w Nim trwać a On we mnie, wydam obfity owoc. Jan / technik
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 81759
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Założyłam ten blog, bo jestem bardzo szczęśliwą osobą i pragnę się tym szczęściem dzielić. A szczęściem moim jest Jezus Chrystus. Bardzo proszę abyście nie wpisywali żadnych obraźliwych uwag, nie wa...
więcej...Założyłam ten blog, bo jestem bardzo szczęśliwą osobą i pragnę się tym szczęściem dzielić. A szczęściem moim jest Jezus Chrystus. Bardzo proszę abyście nie wpisywali żadnych obraźliwych uwag, nie ważne pod czyim adresem. Szanujmy się nawzajem, bo nie ma człowieka bez belki w oku a co siejemy, to zawsze kiedyś, będziemy musieli zebrać.
schowaj...Na imię mam Krysia. Mieszkam w Australii w Adelaide. Pragnieniem mego serca jest dzielić się ze wszystkimi tym co Jezus Chrystus uczynił w moim życiu. A co On zrobił? Każdy może przeczytać o tym w kategoriach MÓJ PORTRET.
Zapraszam!
Mój e-mail adres:
krysiafijolek@yahoo.com.au